null

160 lat firmy „Bracia Łopieńscy”. Ostatni z braci

Drukuj otwiera się w nowej karcie

Na otwieranej niedługo wystawie „160 lat firmy Braci Łopieńskich” w oficynie i na dziedzińcu pałacu Branickich, przedstawimy historię tej zasłużonej warszawskiej firmy. Ten artykuł poświęcamy „ostatniemu z braci”, czyli Tadeuszowi Łopieńskiemu.

Mężczyzna z okularach stoi przy metalowej lampie
Tadeusz Łopieński. Zdjęcie ze zbiorów rodziny.

Syrenka staromiejska dłuta Konstantego Hegla – ten uniwersalny i szeroko rozpoznawalny symbol Warszawy – zawdzięcza przetrwanie Tadeuszowi Łopieńskiemu. To on w 1945 r. odnalazł w składzie złomu tę rozstrzelaną przez Niemców rzeźbę. Wykupił ją, wyremontował i podarował miastu. Przyczynił się do ocalenia rzeźby Zygmunta III Wazy z kolumny oraz pomnika Ignacego Jana Paderewskiego z parku Ujazdowskiego. Tak dawał wyraz miłości do Warszawy, swego rodzinnego miasta.

Urodził się 23 września 1898 r. Był jednym z trzech synów Heleny i Grzegorza Łopieńskich i wnukiem Jana, który założył w 1862 r. przy ul. Ordynackiej 3 „Fabrykę Bronzów Jan Łopieński Warszawa”. Tadeusz Łopieński mówił, że pamięta swego dziadka tylko przy pracy. Ojca i stryjów też. Praca ta przyniosła rozkwit pracowni, ulokowanej w 1900 r. przy ul. Hożej 55. W 1901 r. Łopieńscy otwierają też w kordegardzie pałacu Potockich przy Krakowskim Przedmieściu sklep firmowy, który istniał tam aż do 1942 r.
Przy Hożej powstaje większość pomników warszawskich: Syrena z Powiśla, Jan Kiliński, Tancerka z parku Skaryszewskiego, pomnik Peowiaka sprzed Zachęty, popiersie Batorego, pomnik Dowborczyków, oraz dla innych miast: posąg Chrobrego dla Gniezna, pomniki prezydenta Dietla dla Krakowa, pułkownika Lisa-Kuli dla Rzeszowa, Ignacego Łukasiewicza dla Krosna, pomniki dla Wilna, Lwowa, Stanisławowa. 

To najbardziej zasłużony firmie Tadeusz wraz z braćmi Władysławem i Zdzisławem odnosili wielkie sukcesy na polu polskiego rzemiosła artystycznego. Ich brązy zdobią dziś budynek parlamentu RPA w Kapsztadzie, Pałac Cesarski w Addis Abebie, kilka kościołów w Nowym Jorku, ambasadę polską w Ankarze, można je znaleźć w Bibliotece Polskiej w Paryżu, w Wallace Galery w Londynie i w zbiorach Kongresu Polonii Amerykańskiej. 
Tadeusz Łopieński zaczyna projektować w kanonach stylu art déco. Nienasycony w swych poszukiwaniach, tworzy m.in. intrygującą kompozycję „Teoria względności” czy „Środki przekazu”, doskonaląc jednocześnie technikę „odlewów z natury” i odlewów bez modelu.

Druga wojna światowa powoduje ogromne straty: zniszczenie małej odlewni i wielu, wielu rzeźb. „Te pomniki nie mają mogił” – pisał Tadeusz Łopieński w „Okruchach brązu”. Ta książka zrodziła się z pracowitego życia ostatniego z braci Łopieńskich. W konkursie „Wiedza – Technika – Postęp” otrzymała nagrodę, której już nie doczekał (zmarł w 1983 r.). Miał inną – gdy studenci Wydziału Rzeźby ASP zaprosili go do swojej nowej odlewni przy Wybrzeżu Kościuszkowskim (wcześniej, przez 12 lat prowadził tam zaprojektowaną przez siebie Pracownię Odlewnictwa Rzeźb). Rozmawiali z nim o odlewach, technice, pokazując swe rzeźbiarskie i odlewnicze osiągnięcia, prosili o porady i autografy. 

Niedzielne spacery do warszawskich pomników były swoistym rodzinnym rytuałem ostatniego z braci. „Odwiedzam swoich znajomych” – mawiał z uśmiechem, maszerując np. do pomnika Paderewskiego. A statua ta przetrwała 12 lat przy ul. Hożej 55 w byłym zakładzie Łopieńskich – zasypana przez starych odlewników górą koksu, by uchronić ją od nakazanego przez władze przetopienia.

W czasie powstania warszawskiego u Łopieńskich przy Hożej działa fabryka granatów odlewanych z cynku, zaś u sąsiada Strójwąsa – wytwórnia materiałów wybuchowych do tych granatów. Wreszcie nadszedł czas odbudowy i zmagań o uratowanie kultury, historii i kraju. 
Zrabowany i wyrzucony pod Brwinowem do rowu Statut Cechu Mosiężników i Brązowników m.st. Warszawy z pieczęciami i podpisem króla Stanisława Augusta został uratowany przez księdza Siwickiego i Tadeusza Łopieńskiego – suszyli go na różne sposoby i zwrócili Warszawie w 1945 r. 

Gdy Tadeusz Łopieński wrócił na Hożą 55, wszystko, co miało tam jakąś wartość, skradziono. Znalazł tylko rozsypane stalowe puncyny. Dla złodzieja były szmelcem, dla cyzelera skarbem. Po wojnie w „diabelskiej kuźni Łopieńskich” (jak napisała w 1949 r. „Trybuna Ludu”) spotkał się król Zygmunt III Waza z Mikołajem Kopernikiem. To spotkanie trwało aż do 22 lipca 1949 r. gdy oba przywrócone do dawnej świetności pomniki uroczyście odsłonięto – na nowej kolumnie na placu Zamkowym i przed Pałacem Staszica. Praca przy Hożej 55 nie ustawała: tu rodziły się nowe pomniki i blask odzyskiwały stare. 

Upaństwowienie firmy w 1950 r. zamknęło kolejny rozdział historii Łopieńskich. W 1956 r., po dramatycznym piśmie do premiera Cyrankiewicza, Tadeuszowi cofnięto zakaz wykonywania zawodu, ale żył on w ciągłej obawie o jutro. Mieszkał z żoną i córką Anią przy ul. Wspólnej 61 w „zasłonkowym”, przechodnim pokoju i zaczynał od zera. Na początek odnajął kąt w suterenie u zaprzyjaźnionego grawera przy ul. Nowogrodzkiej 18a i pracował. 

W 1960 r. dostał przydział lokalu w stanie surowym przy ul. Poznańskiej 24. Wreszcie miał „swoje poletko Pana Boga”. Na 36 m2 zamykało się teraz jego życie. Tu znów powstawały perełki polskiej sztuki zdobniczej i to tu przychodzili wielcy i mali tego świata: Kotarbiński, Zachwatowicz, Karny, Dunikowski, Tatarkiewicz, Przypkowski, Kowalik, Łopuski, Mundler-Nieckowski, Pietkiewicz, Gierdziejewski, Bogusławski, Janczarowie, Fogg i wielu innych. Nie tylko po zamówienie, ale i na rozmowę o starej Warszawie. Przy Poznańskiej powstały brązy do grobowca Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego w katedrze płockiej, tondo z podobizną Prymasa Tysiąclecia do kościoła Wizytek i drugie – dar dla papieża Jana Pawła II. Tu naprawia się Nike dla Muzeum Narodowego, powstają apliki do Muzeum Dunikowskiego, brązy dla muzeów i kościołów. To tu Tadeusz Łopieński projektuje i wykonuje Laskę Marszałka Sejmu oraz insygnia dla wielu uczelni, wszystko to, co daje świadectwo naszej tożsamości kulturowej. 

Dziś pracownię przy Poznańskiej 24 prowadzi czwarte pokolenie: córka Tadeusza, Anna Łopieńska-Lipczyk z mężem. To ojciec nauczył ją kochać swą pracę, czyli kochać życie. Dzięki Ani, ojca nie spotka to, co najgorsze – o czym pisał w „Okruchach brązu” – czyli ludzkie zapomnienie. 


 
 Wojciech Lipczyk