null

Sąsiedzkie wskazówki: Ludzie potrzebują pretekstu [Fundacja Kraina]

Drukuj otwiera się w nowej karcie
Uśmiechnięte kobiety za oknem.
Autor: Fundacja Kraina

Jak zacząć działać z sąsiad_kami? Skąd brać inspiracje i fundusze? Jak zaangażować innych do wspólnych działań? W cyklu "Sąsiedzkie wskazówki" mieszkanki i mieszkańcy Warszawy dzielą się swoimi historiami i podpowiedziami, by innym łatwiej było zacząć działać!

Jak budować i cementować spójność społeczną wielkiej metropolii? Warszawa czerpie wymierne korzyści z działalności organizacji non-profit i nieformalnych zrzeszeń, które sprawiają, że mieszkańcom żyje się lepiej i z poczuciem, że są bliżej siebie. Mokotowska “KRAINA” jest jaskrawym przykładem organizacji, która stwarza warunki do rozwoju bliskiego i nie anonimowego sąsiedztwa poprzez zwykłe i mniej zwykłe aktywności. Wszystko po to, aby okoliczni mieszkańcy znaleźli pretekst, by się spotkać i poznać. 

 

Kraina w zmianie społecznej płynąca

Poznali i zgrali się niosąc pomoc uchodźcom w czasie wojny w Ukrainie. Trudne sytuacje, codzienne spotkania z ludzkim nieszczęściem, scementowały ich i naprowadziły na pomysł stworzenie miejsca dla ludzi, w którym będą mogli odetchnąć i poczuć ducha wspólnoty. Albowiem u podstaw KRAINY leży potrzeba bycia razem i wspierania się, bez względu na pochodzenie i różnice społeczne.

– Jesteśmy “Krainą”, bo wierzymy w lepszą wspólnotę. - mówią Agata Kozak i Svitlana Chystiakova z zarządu fundacji. 

Rozmawiamy w siedzibie KRAINY, mieszczącej się w pomieszczeniach byłego sklepu ze słodyczami, na parterze kamienicy przy ul. Puławskiej 67. Za oknem - długą sklepową witryną - ludzie mijają się w drodze do swoich codziennych spraw, a ruchliwą ulicą pędzą samochody. Co jakiś czas do środka zerkają przechodnie, zaintrygowani nietypową aranżacją - długim stołem ustawionym pośrodku pomieszczania, otoczonego przez ściany zrobione w stylu przypominającym nieco wabi-sabi, zdobionych ciemnymi plamami malunków i zdjęć w ramkach. Drugą stronę lokalu zamyka kolorowy korowód ubrań na długim sklepowym wieszaku - miejsce wymiany ubrań i dodatków. Idea wymiany rzeczy również mieści się w filozofii Krainy. – Dzielenie się nadmiarem to przejaw troski o osoby, które żyją obok nas  - tłumaczy Agata.

 

Mówiąc o osobach obok nas, w Krainie mają na myśli również ludzi, którzy przyjechali do Warszawy spoza Polski. Agata i Svitlana komentują to, co widać niemal gołym okiem: zmieniający się pejzaż etniczny i kulturowy Warszawy.

– Zmieniliśmy się jako społeczeństwo - konstatuje Agata. – Wojna w Ukrainie tylko przyspieszyła pewne procesy demograficzne, Stajemy się multikulturowym krajem i to w turbo przyspieszonym tempie - komentuje. Kraina tworzy możliwości doświadczania tej zmiany i zetknięcia się z nią - kontynuuje. – Dajemy szansę naszym sąsiadom, żeby mogli się zobaczyć i poznać.

 

Bariery wejścia

Miejsca otwarte na pomysły i potzreby ludzi, jak warszawskie Miejsca Aktywności Lokalnej (MAL-e), z założenia pożądają użytkowników, którzy w konsekwencji mogliby związać się z danym miejscem i zachęcić kolejnych do odwiedzin. Jednak dla wielu osób przekroczenie progu miejsca otwartego to nie lada wyzwanie.

Bariera wejścia to nie tylko schody, wysoki próg czy wąskie i niewygodne drzwi, ale też przeczucia, obawy, które powodują, że do pewnych miejsc nie zaglądamy, choćbyśmy chcieli. Barierą wejścia może być lęk przed pokazaniem się grupie nieznanych osób, uczestnictwo w zajęciach, a nawet zwykła rozmowa. KRAINA jest miejscem, gdzie każdy może działać na swoich warunkach: aktywnie, bądź nie.

– W dużej mierze organizujemy tu codzienne, niemal przyziemne czynności: gotowanie, śpiewanie, rękodzieło - tłumaczą Agata i Svitlana. – Coś, co jest wyobrażalne do zrobienia i w zasięgu możliwości każdego. Organizujemy różnorodne, dostępne aktywności po to, aby jak najwięcej osób znalazło powód, dla którego chcą do nas przyjść. 

Pokazują mi wspomniany rząd wieszaków stawionych tuż przy wejściu. Orientuję się w jakim celu je tam postawiono, gdyż można jest spotkać w niejednym warszawskim MAL.

– Te ubrania są za darmo, ale nie bezkosztowe - wyjaśniają. – Możesz wziąć ciuch oddając w zamian inny, ale możesz się też wymienić na inny przedmiot lub usługę. Za jabłko, ciastka, a czasem za rozniesienie ulotek lub inną formę wolontariatu - każdy z nas ma coś, czym może się podzielić ze społecznością.

Chcesz coś zmienić? Pokaż się

Nie szukali lokalu w zaciszu, przytulnego i cichego. Postawili na miejsce na parterze, przy głośnej i ruchliwej ulicy, z wielką witryną. Witryna nie ma żaluzji, zasłon ani rolet.

– Chcemy, by sąsiedzi zaglądali, kukali i zerkali - tłumaczą. – Żeby nas widzieli i przechodząc trzydziesty raz po drodze z przystanku do warzywniaka i z powrotem do swoich domów, widzieli nas. A za trzydziestym pierwszym razem w końcu wejdą. Chcemy być widoczni i pokazać, że każdy może tu wejść i być taki, jaki chce. A przychodzi tu cały przekrój ekonomiczny i wiekowy Warszawy. - mówi Agata. 

– Nie jesteśmy tu przypadkowo – kontynuuje. – Wprowadziliśmy się w sąsiedztwo społeczności, z którą współpracowaliśmy wcześniej. Nie byliśmy kompletnie nieznani. To ułatwiło nam start. Kiedy się pojawiliśmy w tym lokalu, okoliczni mieszkańcy zaczęli przychodzić i nam pomagać - tak zwyczajnie, jak sąsiad sąsiadowi. 

– Komunikacyjnie też zadbaliśmy o to, żeby się o nas dowiedzieli. Przed rozpoczęciem działalności w Krainie, zaprosiliśmy sąsiadów na spotkanie zapoznawcze, zostawiliśmy wiadomości w skrzynkach pocztowych, z opisem kim jesteśmy, co robimy i gdzie się znajdujemy. Na pierwsze spotkanie sąsiedzkie przyszło kilkanaście osób.

 

Migranci w Krainie

Zanim rozpoczęli wędrówkę do Krainy, członkowie zespołu razem przeszli już wiele. Poznali się  w Centrum Pomocy Mokotów przy ulicy Puławskiej 20, oddolnym punkcie pomocy humanitarnej, podczas kryzysu uchodźczego po wybuchu wojny w Ukrainie.

– To była praca w trudnych warunkach z niesprawiedliwością, krzywdą i strachem w tle. - wspominają. – Na początku była to głównie materialna pomoc, ale po jakimś czasie potrzebna była inna - długofalowa, polegająca na zaznajomieniu z procedurami, nauczaniem języka, załatwianiem formalności i przygotowaniem do zawodu - wszystkie dzienne obywatela sprawy. 

Svitlana opowiada o swoich rodzicach, którzy nie chcieli wyjeżdżać z ogarniętego wojną obszaru Ukrainy. W pewnym wieku lęk przed rozpoczynaniem życia od nowa w obcym kraju nie musi być wiele mniejszy niż ten przed bombami. – Musieli nauczyć się języka, więc przeszli kurs języka polskiego. - mówi Svitlana.


Akurat ta historia ma swoją szczęśliwą kontynuację: mama Svitlany obecnie świetnie mówi po polsku, znalazła pracę, a w KRAINIE znajduje czas na inne aktywności. – Była u nas nie raz - opowiadają. – Prowadzi warsztaty kulinarne, na których uczy sąsiadów gotowania ukraińskich potraw. Ostatnio ugotowała wspólnie z sąsiadami barszcz, taki prawdziwie ukraiński.

KRAINA działa bez stałego wsparcia finansowego samorządu, miasta, państwa. Aktywnie pozyskuje fundusze od instytucji, mecenasów prywatnych i biznesu. Program spotkań i warsztatów jest współfinansowany przez m.st. Warszawa oraz Fundację Batorego. Lokal pozyskali i remontują samodzielnie. To wyzwanie dla projektu.

– Tak naprawdę dopiero zaczęliśmy działać, bo wprowadziliśmy się w czerwcu, a od września otworzyliśmy się i działamy z pełną mocą. - wyjaśniają. – Nie chcemy jednak zapełniać tego miejsca wyłącznie warsztatami i innymi hiper aktywizującymi wydarzeniami. Chcemy tu być regularnie i bardziej zwyczajnie, razem.

Odkryj sąsiedzką stronę stolicy! Przejdź na Warszawę Sąsiedzką.