null

Sąsiedzkie wskazówki: Różnorodność działań to siła [MAL Żoliborz]

Drukuj otwiera się w nowej karcie
Koordynatorka MAL z młodymi sąsiadami
Autor: MAL Żoliborz

Jak zacząć działać z sąsiad_kami? Skąd brać inspiracje i fundusze? Jak zaangażować innych do wspólnych działań? W cyklu "Sąsiedzkie wskazówki" mieszkanki i mieszkańcy Warszawy dzielą się swoimi historiami i podpowiedziami, by innym łatwiej było zacząć działać!

Dzieci

Położna w żoliborskim zaułku ulica Marii Kazimiery zazwyczaj jest cicha tak, jak tego popołudnia, kiedy wchodzę do znajdującego się na parterze pięciopiętrowego bloku Miejsca Aktywności Lokalnej. Kiedy przekraczam próg cisza znika. W środku, na podłodze, na macie do gier, na sofie, przy aneksie kuchennym, przy stole - dzieci. Młodsze i starsze, każde z co najmniej trzema pomysłami na sekundę.

Udaje mi się przedrzeć do Anuszy, opiekunki tego miejsca, która po chwili tłumaczy mi, że to co właśnie widzę i słyszę, jest jednak wydarzeniem wyjątkowym. Na ogół te spotkania mają bardziej uporządkowany przebieg. Uporządkowany czy też nie, pojmuję szybko, że dzieci znają to miejsce na wylot i czują się w nim całkowicie swobodnie, a do Anuszy zwracają się z szacunkiem i po imieniu.

– Organizujemy dla dzieci sporo zajęć. Swobodniej czują się w swoim towarzystwie, więc na zajęciach zostaje jeden rodzic, który pomaga mi, jeżeli zachodzi taka potrzeba. - tłumaczy Anusza.

Dzieci nie tylko wypełniają czas w MAL, ale twórczo angażują się w jego rozwój. Na dowód mogę obejrzeć maskotkę tego miejsca - Malorożca, sympatycznego wełnianego stworka, wyłonionego w konkursie przez najmłodszych użytkownikach tego miejsca.

Interakcje między dziećmi wymagają czasem zaangażowania osoby prowadzącej, ale zasady tego miejsca są jasne.

– MAL nie jest świetlicą - zaznacza Anusza. – Umawiam się z dziećmi na konkretne projekty, w które się angażują i  razem ze mną animują innych, spisaliśmy też zasady. Jesteśmy po imieniu. Ufają mi. Rodzice znają reguły tego miejsca i na koniec to oni są odpowiedzialni za swoje pociechy, które, nawiasem mówiąc, bardzo lubię.

Kultura

MAL na Marii Kazimiery to również wydarzenia kulturalne w przestrzeni sąsiedzkiej, domowej. Anusza opowiada o Festiwalu Sodowym. Jego pomysłodawcą jest Oscyp: artysta, wolny ptak, który ze swoimi znajomymi w MAL na Marii Kazimiery kilkakrotnie zrealizował warsztaty towarzyszące wystawie sztuki, czy performance’om.

– Pokazywali nam swój, niecodzienny pełen pasji świat kreatywności, sztuki. – opowiada Anusza. – Festiwal Sodowy to niesamowity czas nasycony energią tworzenia i sztuką wykorzystującą nowoczesne narzędzia. Bywały warsztaty kuglarskie, sztuka tworzenia efektów specjalnych, podstawy tworzenia muzyki elektronicznej, występy didżeja, joga, korzystanie z VR do tworzenia wspólnego dzieła 3D. Wpadali do nas twórcy, ale też sąsiedzi, w różnym wieku i wszyscy reagowali bardzo pozytywnie.

Wielość form jest częścią zamierzonej strategii tego miejsca. Odwiedzający MAL oglądają filmy, grają w gry planszowe, czytają, rozmawiają o sztuce, tworzą ją, razem gotują. Wielością działań połączyli światy osób, które tu przychodzą, chociaż na co dzień rzadko się spotykają - seniorów i młodych.

– Gościmy w naszym MAL-u wydarzenia z wielu dziedzin, bo do MAL zaglądają osoby o różnym temperamencie i chciałabym, żeby każdy mógł się tu odnaleźć. - wyjaśnia Anusza.

Wspólnota

Kiedy Anusza opowiada o MAL, to ten jakby nagle ruszał z miejsca. Bo znajduje się w tym pomieszczeniu, ale również gdzieś obok, na bazarze, na ulicy, w mieszkaniach sąsiadów z okolicy. Bo MAL Żoliborski jest taki, że można do niego przyjść, ale Anusza ma ambicje, żeby idea MAL-u zaistniała w świadomości możliwie najszerszego grona sąsiadów, żeby wiedzieli, że przez to miejsce przewijają się ludzie, na których w razie czego mogą liczyć także poza MAL-em. MAL to społeczność, która się zna i sobie pomaga.

– Mamy grupę osób, które są z nami związane i przychodzą tu regularnie. Jest to około kilkudziesięciu osób. Chciałabym, żeby to było miejsce z duszy lokalne. - mówi – A w naszym sąsiedztwie jest wiele osób potrzebujących, niektóre z nich nie mogą wyjść z domu. Nasz sąsiad Grześ przywozi z biobazaru jeszcze dobre jedzenie, a potem je zanosimy tym, którzy go potrzebują.

Wokół jedzenia kręci się kilka MAL-owych wydarzeń - Czasem robimy tu kanapki, wspólnie gotujemy, tradycyjnie też można dostać herbatę lub kawę - słyszę. – Ludzie też sami z siebie przynoszą żywność, żebyśmy mogli z niej korzystać podczas naszych spotkań.

Motywacja

Pod koniec naszej rozmowy zapytuję “dlaczego”? Anusza zastanawia się jak rozpakować pojęcie “fajnej pracy”, które jako pierwsze przyszło jej do głowy.

– Po wyjściu czuję działanie endorfiny - zaczyna ostrożnie – a kiedy emocje opadną i mam czas, żeby się zastanowić, to czuję że prowadzę miejsce, które jest ludziom potrzebne, że jego istnienie autentycznie ma sens. – tłumaczy mi cierpliwie.

– Nigdy się tutaj nie nudzę. Moja praca nie jest statyczna i codziennie spotykam się z nowymi sytuacjami. Tu nie ma podobnych do siebie dni i sądzę, że w jakimkolwiek kierunku podąży moja zawodowa ścieżka, to czuję że ta praca rozwija mnie na wielu polach jednocześnie i to poczucie mnie bardzo motywuje.

– Wspominałam już, że zależy nam na zachowaniu proporcji między naszymi wydarzeniami. - przypomina mi na zakończenie.

– Robimy rzeczy naprawdę z wielu dziedzin. Mamy swoje pomysły, w które angażujemy odwiedzających, aczkolwiek wartościowych i zaskakujących projektów od osób z zewnątrz nie brakuje. Mamy wystawy prac miejscowych artystów, warsztaty plastyczne, literaturę, kino - wymienia Anusza i podkreśla, że przez bogactwo swoich propozycji żoliborski MAL jest otwarty na pomysły osób interesujących się różnymi aktywnościami.

– Chcę żeby ludziom było miło spędzać tutaj czas. Moją rolą - najprościej ją ujmując, jest przede wszystkim to, żeby ludzie chcieli tutaj coś ze sobą robić. I myślę, że dobrze mi to wychodzi.