null

Dzień Sąsiada – zrób i ty!

Drukuj otwiera się w nowej karcie
Dzień Sąsiada. Grupa osób w różnym wieku siedzi przy wspólnym stole. Po prawej młoda kobieta w kolorowej sukience. W tle kolorowy proporczyk.
Autor: MAL Kotłownia; Grupa w Działaniu

Wspólne gotowanie, tańczenie, gry i zabawy – nie trzeba wiele, by zorganizować Dzień Sąsiada.

Pretekstów do spotkania w sąsiedzkim gronie może być dużo. W ostatnim czasie potrzebę towarzyskości wzmocniła pandemia. Było to widać w trakcie Międzypokoleniowego Zawrotu Głowy, imprezy, która odbyła się 7 maja br. w MAL Kotłownia*. Rok wcześniej, z powodu obostrzeń, na dzień sąsiada przyszło niewiele osób, tym razem była ich ponad setka, w tym część została od początku do końca.

– Moje koleżanki i koledzy szukają okazji do spotkania się, porozmawiania. Kiedyś byłem pracoholikiem, a obecnie mam o wiele więcej czasu, więc angażuję się w najróżniejsze rzeczy. Przy okazji mogę też realizować pasję, którą jest muzyka, w trakcie dnia sąsiada ze znajomymi graliśmy międzywojenne piosenki – opowiada pan Andrzej, jeden z sąsiadów.

Osoby starsze – jak opowiada Ewelina, animatorka MAL Kotłownia – w ogóle są bardzo aktywne. Przykładowo seniorki z samego rana przyszły, żeby kroić warzywa, do sałatek i na grilla. Wśród atrakcji, możliwych dzięki wolontariackiej pracy sąsiadek i sąsiadów, nie zabrakło konkursu tańca, muzyki puszczanej przez DJ eMski music, animacji i zabaw dla dzieci – te zresztą szybko zaczęły zgłaszać swoje propozycje. Powstał też wspólny obraz, który niedługo zawiśnie na ścianie.

– Nie trzeba wiele. Jedna para przyniosła blachę jeszcze ciepłej szarlotki, inna sąsiadka dbała o grilla oraz segregację śmieci, by nic się nie zmarnowało – wspomina Małgosia, wolontariuszka Grupy w Działaniu. – Takie wydarzenie można przygotować bez wielkich funduszy. Każdy przyniesie coś z domu, weźmie się koce i dzień sąsiada można zrobić nawet w pobliskim parku – dodaje Ewelina.

Czasem sąsiedzka impreza jest efektem... wcześniejszej walki mieszkanek i mieszkańców. Tak było w przypadku ulicy Belgijskiej, gdzie sprzeciwiano się budowie 8-piętrowego bloku. Dziesięć lat temu powstało więc sąsiedzkie stowarzyszenie MOKO, któremu udało się zastopować plany dewelopera. Przy okazji powstało święto Belgijskiej, na które co roku przychodzi od kilkudziesięciu do kilkuset osób – dobra zabawa przyciąga.

– W zasadzie wszystko robimy sami: sprzątamy ulicę, budujemy dekoracje, wymyślamy program. W nim zawsze znajdzie się miejsce na zwiedzanie z opowieścią, strefa dla dzieci, występy i tańce. A także elementy belgijskie: frytki, gofry, postacie z komiksów, jak Lucky Luck czy Tintin. Całość to efekt tego, że ludzie chcą zrobić coś razem i zaangażować się czasowo oraz finansowo – opowiada Maciej, sąsiedzki aktywista.

Od kilku lat w wydarzenie zaangażowana jest Ambasada Belgii – ufundowała mural, który stał się ważnym elementem ulicy. Każde takie święto jest ważne dla mieszkanek i mieszkańców, którzy wzajemnie się poznają i współpracują. Tu także widać silną potrzebę wspólnotowości.

– Pandemia spowodowała, że mamy co odrabiać w sensie społecznym. Odbudowywanie relacji jest trudne, ale trzeba próbować. Myślę, że to możliwe i potrzebne, bo wierzę w dobro i wspólne poczucie wartości sąsiedzkich – mówi Maciej. – Dzień sąsiada może być początkiem czegoś większego. Nie zawsze musi to być spektakularne i wystawne, bardziej liczy się to, by sąsiadki i sąsiedzi mieli możliwość częściej spędzać razem czas. Im więcej takiej integracji, tym lepiej – podsumowuje pan Andrzej.

 

Dla Warszawa Sąsiedzka tekst napisał Jędrzej Dudkiewicz.

 

* MAL Kotłownia prowadzony jest przez Fundację Hereditas i finansowany ze środków m.st. Warszawy.