null

Sąsiedzkie wskazówki: Zacznij od najprostszych działań [Ula z Boernerowa]

Drukuj otwiera się w nowej karcie
Grupka dzieci maluje kredą po chodniku.
Autor: Urszula

Jak zacząć działać z sąsiad_kami? Skąd brać inspiracje i fundusze? Jak zaangażować innych do wspólnych działań? W cyklu "Sąsiedzkie wskazówki" mieszkanki i mieszkańcy Warszawy dzielą się swoimi historiami i podpowiedziami, by innym łatwiej było zacząć działać!

By było bliżej 

Urszula łączy ze sobą ścieżki, na których mijają się mieszkańcy Boernerowa na Bemowie. Dzięki zaangażowaniu jej i innych mieszkańców osiedla, zrealizowano tu już kilka wydarzeń, dzięki którym lokalna społeczność może się bardziej poznać. Ula uważa, że to potrzebne, bo na Boernerowie brakuje wydarzeń integrujących mieszkańców. 

– Boernerowo to z jednej strony zabytkowa zabudowa, domki i bloki tuż pod lasem, a z drugiej strony daleko stąd do jakichkolwiek atrakcji i zajęć, które oferuje dzielnica. - tłumaczy Urszula. – Na nasze osiedle nie docierają gminne pikniki, warsztaty, a wyjazd do bemowskiego domu kultury to wyprawa zajmująca niemal 40 minut, pomimo, że to ta sama dzielnica.

Potrzeba matką działań na rzecz dobrego sąsiedztwa

To właśnie z powodu wyżej wymienionych braków, kilka lat temu Urszula postanowiła zorganizować pierwsze ogólnosąsiedzkie wydarzenia, warsztaty, zajęcia dla dzieci i dorosłych, w tym jeden, który uważa za wyjątkowo cenny: “Laboratoria Boernerowa” zrealizowane przez Bemowskie Centrum Kultury. Poprzez “Laboratoria” grupa sąsiadów mogła poznać się, porozmawiać i uczyć się, jak dobrze działać dla lokalnej wspólnoty. Zaowocowało to współpracą, dzięki której aktywni mieszkańcy wraz z Towarzystwem Boernerowo realizują m.in. miejscowy piknik historyczny, duże miejscowe wydarzenie kulturalne, finansowane przez dzielnicę Bemowo i ze wsparciem Bemowskiego Centrum kultury, do którego przygotowania trwają wiele miesięcy. A piknik to nie wszystko.

– Organizujemy też śniadania sąsiedzkie. - mówi Urszula.  – Z Joasią Dubrawską z miejscowego Klubu Mam i Rafałem Bondarczukiem sięgnęliśmy po mini grant, dzięki któremu przyrządziliśmy trzy śniadania dla naszych sąsiadów. To było piękne wydarzenie - rozmarza się. – Pełny stół, teatr, zajęcia plastyczne, wystawy i rozmowy.

Nie od razu Boernerowo zbudowano

Ula zaczynała od mniejszych aktywności na rzecz mieszkańców, np. od wspólnego robienia palm wielkanocnych poprzez zajęcia dla dzieci z robienia figurek z masy solnej. Także w pandemii realizowałą warsztaty, chociaż nie wspomina dobrze stresu spowodowanego koniecznością łączenia się z ludźmi za pośrednictwem kamery komputera. 

– Nie robię analiz i nie podliczam możliwych zysków - deklaruje podczas rozmowy, kiedy pytam ją o motywację do działania. – To chyba takie moje ADHD: robię, kiedy czuję, że muszę coś zrobić, albo kiedy widzę możliwość finansowania, to po prostu po nią sięgam. Często budżety jakimi dysponujemy są bardzo małe - w zeszłym roku zorganizowaliśmy warsztaty tworzenia kompozycji nagrobnych, na które każdy uczestnik przyniósł materiały ze swojego przydomowego ogródka albo, jak ja, z lasu. Zrealizowaliśmy wspaniałe eko wydarzenie dla kilkudziesięciu osób. - nie kryje dumy.

Inicjatywy Sąsiedzkie na Boernerowie

Ostatnim dużym wydarzeniem, które odbyło się we wrześniu był piknik “Dzieci nie w sieci – czyli gry podwórkowe wkraczają do akcji”, dofinansowany ze środków Inicjatyw Sąsiedzkich.

– W dzieciństwie lubiłam grać w gumę, ciupę, króla skoczków, ale to nie sentyment spowodował, że chciałam zrealizować tę inicjatywę - precyzuje. – To nie było tak, że ten pomysł za mną chodził. Po prostu dopasowałam go do możliwości, która się pojawiła. A taką był konkurs na dofinansowanie projektu w ramach Inicjatywy Sąsiedzkiej. Wówczas postanowiłam pozyskać środki na jakieś wydarzenie dla dzieci z naszego osiedla. - wyjaśnia. – Chciałam je wyciągnąć z domu i zainspirować czymś innym, żeby choć przez moment nie chodziły zgarbione nad ekranami swoich telefonów.

Ula przeprowadziła imprezę na skwerku za szkołą podstawową nr 150 na Starym Bemowie. Dzieci i dorosłych do zabawy włączył pan Mateusz, lokalny mistrz sztuk cyrkowych, który zaangażował dzieci w porywające zajęcia z żonglerki, a inni sąsiedzi wzięli na siebie instruktaż z gier podwórkowych, potwierdzony ich bogatym doświadczeniem z własnego dzieciństwa.

– Do poszczególnych gier podwórkowych dzieci z początku podchodziły z rezerwą, najwidoczniej niepewne, czy zabawa warta będzie angażowania się. - wspomina Ula. – Ale już po chwili rzucały kulkami, pstrykały kapslami, grały w klasy i w gumę. - opowiada Ula. – Ludzie dopisali pomimo tego, że nasze osiedle jest małe, a od rana padało. Myślę, że przez całe wydarzenie przewinęło się ze 100 osób. Ustawiliśmy też sąsiedzki stół, na który każdy przyniósł coś do jedzenia.

Gra w Stare Bemowo

Inicjatywy sąsiedzkie w Warszawie wychodzą naprzeciw potrzebom budowania i zacieśniania relacji w miejskich społecznościach. Mikro projekty łączące małe grupy ludzi potrafią zrobić dużą różnicę.

Spontaniczne działania też budują sąsiedztwo

 – Jestem z Bemowa częściowo, dzięki moim dziadkom, do których przyjeżdżałam tu w dzieciństwie na wakacje. - wspomina Ula. – Kiedy się tu przeniosłam, nie trafiłam więc do kompletnej próżni, bo mieszkało tu jeszcze paru moich znajomych z dzieciństwa.

Czasem okazuje się, że dobrze znane nam rzeczy po latach zmieniają się nie do poznania. Dotyczy to także międzyludzkich relacji. Uli przeszkadzało zanonimizowane sąsiedztwo i brak więzi między współmieszkańcami.

– Zorganizowałam w zeszłym roku warsztaty z robienia bombek, na który przyszły dziewczyny mieszkające przy tej samej ulicy i podczas tego spotkania wyszło, że w ogóle się nie znały. Napędza mnie jakaś nadzieja, że przez takie działania, jak chociażby wspomniane gry podwórkowe, to się zmieni. Że ludzie wyjdą z zamknięcia, poznają się lepiej. 

Na mówieniu nie poprzestaje. I chociaż nie ma strategii, istnieje jakaś ogólna wizja.

– Chciałabym otwartego i znającego się sąsiedztwa. - wyjawia. – Boli mnie brak podstawowych gestów, np. żeby dzieci mówiły do siebie “cześć” i “dzień dobry”. Chciałbym również, aby ludzie się angażowali w działania sąsiedzkie, tym bardziej, że Stare Bemowo jest miejscem na uboczu, nieco zapomnianym. - dodaje. – Wyciągam więc pieniądze na działania w naszej okolicy, żeby odciągnąć ludzi od tej codziennej bieganiny, zaangażować ich w coś, co mają pod nosem. - dopowiada. – Dla mnie sąsiedztwo to duża wartość i warto działać. Do tego zawsze jest ktoś skłonny pomóc. Na hasło „potrzebna pomoc w projekcie” wiem, że będę miała na kogo liczyć. - mówi. – Marzy mi się jeszcze, aby znalazły się osoby, które włączą się w takie akcje jako ich pomysłodawcy i wówczas to ja będę mogła przyjść na jakieś wydarzenie z rodziną jako uczestnik.

Odkryj sąsiedzką stronę stolicy! Przejdź na Warszawę Sąsiedzką.