null

Autobusy rowerowe

Drukuj otwiera się w nowej karcie

„Rowerowy Maj” to kampania zachęcająca dzieci i rodziców do rezygnacji z samochodu w codziennych podróżach do szkoły czy przedszkola. Ciekawą alternatywą dla auta może być tzw. autobus rowerowy.

 

Czemu wolimy odwieźć dziecko do szkoły samochodem niż zaprowadzić je na piechotę lub podjechać z nim rowerem? Jest bardzo dużo powodów: zła pogoda, brak ścieżek rowerowych, obawa o wypadek.  No i czas. Trzeba wstać rano, naszykować śniadanie, kanapki do szkoły, sprawdzić czy dziecko jest dobrze ubrane i spakowane, a w tym wszystkim jeszcze zadbać o samego siebie. Nie dziwne, że wielu rodzicom nie udaje się wygospodarować rano dodatkowego czasu na rowerową trasę do szkoły czy przedszkola. A poza tym niektórym ciężko w garniturze czy spódnicy, z torbą czy teczką, zupełnie swobodnie poruszać się na dwóch kołach.

Nie ukrywajmy – problem nie jest specyficznie polski czy warszawski. Rodzice na całym świecie wstają rano do pracy i tak samo walczą z czasem. I niektórzy z nich wpadli na pomysł, jak bez drastycznych zmian w swoim planie dnia (i nocy!) mogą zapewnić dzieciom trochę bezpiecznego rowerowego ruchu na początek dnia.

Zaczęło się od tego samego problemu, tylko jeszcze bez rowerów. Rodzice dzieci z jednej szkoły zauważyli, że każde z nich, mimo że nierzadko mieszkają kilkaset metrów obok siebie, musi codziennie pokonać tę sama drogę do szkoły, żeby odprowadzić synów i córki na lekcje. Jaki to ma sens? Czy nie wystarczyłoby, żeby odprowadzać wszystkie dzieci na raz? Można by wyznaczyć dyżury i w ten sposób każde z nich pokonywałoby poranną trasę dom-szkoła tylko raz na dwa tygodnie. Tak powstały tak zwane Walking School Buses, czyli „Chodzące Autobusy Szkolne”. Miały swoje przystanki pod domami kolejnych uczniów, skąd zabierały dzieci i doprowadzały je na zajęcia. Każdego dnia dwóch lub trzech rodziców „kierowało” takim autobusem, czyli grupą dzieci, a reszta mogła spokojnie skończyć w domu śniadanie i spakować się do pracy.

A co, jeśli placówka jest dalej od domu i dojście zajmuje zbyt wiele czasu? Jaka jest alternatywa dla dojazdów samochodem? Samodzielne rowerowe wyprawy dziecka to też dużo obaw dla rodzica: intensywny ruch samochodowy, nieodpowiednie oznaczenia, brak infrastruktury. W 2002 roku w Belgii w odpowiedzi na ten problem powstały pierwsze Rowerowe Autobusy i Pociągi Szkolne, działające na tej samej zasadzie, co te chodzące, z tym że dzieci pod opieką wybranych rodziców zamiast iść – jechały rowerem. Pomysł chwycił i rozpowszechnił się w Europie, a także w Stanach Zjednoczonych czy Nowej Zelandii. Rodzice, nauczyciele i władze miejskie na podstawie badań, rozmów i własnych doświadczeń opracowały przewodniki z konkretnymi wskazówkami, poradami i dokładną instrukcją, jak zainicjować rowerowy autobus w swojej szkole. Jak to wygląda w praktyce?

Na podstawie przeprowadzonego w Nowej Zelandii badania stworzono listę obaw rodziców wobec udziału dziecka w rowerowym autobusie. Przede wszystkim była obawa, że dziecko jest zbyt małe, aby dojeżdżało samodzielnie rowerem do szkoły. Pojawiły się też zastrzeżenia co do stopnia bezpieczeństwa wyznaczonej trasy. Niektóre z dzieci w ocenie rodziców mieszkały za daleko, inne nie posiadały wystarczających umiejętności. Duża część wskazała także, ze dziecko po prostu woli jeździć do szkoły autobusem lub samochodem.

Po zakończeniu projektu (kilka miesięcy działania rowerowych autobusów w kilku placówkach) przeprowadzono kolejną ankietę wśród uczestników. Wyniki wskazały, ze większość uprzednich obaw rodziców była nieuzasadniona. Co najważniejsze, wszystkie dzieci biorące udział w rowerowych autobusach oceniły swoje doświadczenie jako fantastyczne. Nie tylko odnotowały poprawę humoru i koncentracji podczas lekcji, ale codzienną poranną drogę do szkoły traktowały jak wydarzenie towarzyskie. Wspólne dojazdy były świetną okazją do rozmów z kolegami i koleżankami ze szkoły, dostarczały też wrażeń, o których można było potem rozmawiać. Doświadczenie rodziców kierujących rowerowymi autobusami pokazało też, że im mniejsze dziecko, tym bezpieczniejsze były jego przejazdy – ci młodsi byli po prostu grzeczniejsi i bardziej posłuszni, a w efekcie jeździli zgodnie z  przepisami i nie narażali się na ryzykowne sytuacje. Podobnie wyglądało to w przypadku dzieci, które jeździły trochę gorzej i nie czuły się bardzo pewnie na rowerach.

Rowerowe autobusy miały też na drogach dużo większą siłę przebicia, niż pojedynczy rowerzysta. Kolumna kilku czy kilkunastu rowerów wymuszała na kierowcach ostrożniejsze manewry. Ponadto dzieci obserwując nawzajem siebie i prowadzących rodziców uczyły się prawidłowych zachowań na drodze i poznawały w praktyce nowe dla siebie przepisy. W rezultacie po kilku miesiącach uczestnictwa w rowerowym autobusie większość rodziców zauważyła u swoich dzieci polepszenie techniki i kultury jazdy i była bardziej skłonna do zgody na samodzielne wycieczki. Dodatkowe korzyści jakie wskazano to też nawiązanie bliższych relacji między rodzicami, stworzenie rowerowo-autobusowej wspólnoty, poczucie robienia czegoś dobrego dla środowiska i okazja do aktywności fizycznej dla rodziców, którzy w innym razie nie mieliby na to czasu.

W różnych miastach, w zależności od napotkanych problemów, wypracowywano na bieżąco różne rozwiązania. Niektóre gminy przekazały na rzecz rowerowych autobusów komplety odblaskowych kamizelek. W jednej z miejscowości sklep sportowy zafundował dzieciom kaski. Młodsze rodzeństwo było wożone w towarowych przyczepkach, a rowerki trochę większych młodych rowerzystów doczepiano do ram rodziców-konduktorów. Trasa między domami konkretnych dzieci była zazwyczaj ustalana odgórnie: wyznaczano dokładne godziny, kiedy autobus zjawiał się na poszczególnych „przystankach”, skąd zabierał kolejne dzieci. W razie opóźnień lub zmiany trasy, prowadzący rodzic mógł mieć w swoim telefonie włączoną lokalizację, tak żeby pozostali na bieżąco mogli śledzić trasę autobusu.

A więc: jak zainicjować szkolny autobus rowerowy w swojej okolicy? Tak naprawdę to kwestia kilku  organizacyjnych kroków na początku, potem inicjatywa toczy się sama.

- Warto wybrać jednego rodzica lub nauczyciela, który będzie liderem akcji: zachęci pozostałych i dopilnuje, aby zebrana grupa wykonała kolejne kroki.

- Trzeba zebrać zainteresowanych. Można ogłosić taką akcję przez elektroniczny dziennik lub podczas zebrania. W zebranej grupie lider może opowiedzieć o założeniach i rozwiązaniach, wspólnie można zastanowić się nad potencjalnymi trudnościami.

- Wszyscy rodzice z grupy zaznaczają na mapie swoje domy. Wspólnie wyznaczane są przystanki, gdzie rowerowy autobus będzie się zatrzymywał. Jeden przystanek może zbierać kilkoro dzieci mieszkających najbliżej. Jeśli okaże się, że domy są zbyt oddalone od siebie, można podzielić okolice szkoły na dwa lub trzy rewiry, i do każdego ustalić oddzielny autobus.

- Rodzice mogą wspólnie z dziećmi pokonać wyznaczoną wcześniej trasę, żeby sprawdzić, ile czasu zajmuje przemieszczanie się miedzy przystankami. Potem na tej podstawie wyznaczone zostaną godziny postoju autobusu na kolejnych przystankach.

- Za pomocą internetowego narzędzia rodzice zapisują się na dyżury w konkretne dni. Dobrze, aby w zależności od liczebności grupy, każdego dnia autobusem „kierowało” dwoje lub troje opiekunów. Można ustalić stały grafik dyżurów, można też umówić się na wyznaczanie konduktorów na bieżąco.

- Po zapoznaniu dzieci z zasadami rowerowego autobusu i obowiązującymi przepisami – można ruszać!

Najtrudniej jest zacząć. Ale teraz jest na to idealny moment: nadchodzi wiosna, nadchodzi Rowerowy Maj. Wystarczy zebrać chętnych rodziców, spotkać się któregoś dnia na ustalenie trasy przejazdu i można działać!

Dla zainteresowanych przedstawiamy do wglądu raport z nowozelandzkiego doświadczenia i stworzony na jego podstawie podręcznik, jak krok po kroku założyć w swojej szkole Rowerowy Autobus.